Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beauty favourites. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beauty favourites. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 grudnia 2014

Pierwsze wrażenie: Beauty Blender

Cześć kochani! Nadszedł czas na małą recenzje mojego nowego aplikatora do makijażu, czyli złotego, a raczej różowego jaja.
Jeśli już wcześniej odwiedzaliście mojego bloga na pewno wiecie, że wśród moich Mikołajkowych prezentów znalazł się Beauty Blender. Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą lub po prostu zapomnieli czym on jest przygotowałam małe przypomnienie: BB jest innowacyjną gąbką do wykonywania nieskazitelnego makijażu o naturalnym wyglądzie. To cudeńko jest zapakowane w okrągłe pudełko wykonane z przezroczystego plastiku z takim samym, okrągłym wieczkiem. Na przodzie widnieje logo z napisem Beauty Blender, a z tyłu opakowania autor przedstawia mały "overview" produktu. Gąbeczka ma jajowaty kształt, który pozwala na swobodną aplikacje podkładów i korektorów. Dzięki cieniutkiemu czubkowi można dotrzeć w najmniejsze zakątki twarzy i dokładnie wykończyć makijaż. Beauty Blender jest wykonany z hipoalergicznego materiału, bez lateksu. Dzięki bardzo małym "porom" nie wchłania masy podkładu, przez co zaoszczędzamy dużo kosmetyku. BB jest bardzo miły w dotyku. Używamy go na mokro. Czyli moczymy go przez chwilę pod kranem lub w miseczce po czym wyciskamy. Po zamoczeniu w wodzie wyraźnie widać różnice wielkości.
Szczerze mówiąc, niepewnie podeszłam do pierwszego użycia Beauty Blendera. Bałam się, że przez wilgoć która nadal znajduje się w gąbeczce podkład się po prostu rozpłynie. Po nałożeniu kosmetyku przeszłam do rozprowadzania. I tu wielka niespodzianka. Dzięki precyzyjnemu wykonaniu gąbki podkład rzeczywiście nabiera wyglądu HD. Idealnie wyrównuje koloryt skóry i daje naturalny efekt. Największą zaletą jest fakt, że podkład zaaplikowany Beauty Blenderem nadaje mu wygląd kosmetyku z wysokiej półki. Jeśli chodzi o trwałość, też jest lepiej od makijażu wykonanego pędzlem. Przy pierwszym użyciu użyłam zarówno podkładu jak i pudru oraz różu. Żaden z wyżej podanych produktów nie sprawiał kłopotu w aplikacji. Podsumowując:

 Plusy:
  • Przyjemny dla skóry
  • Dobrze rozprowadza podkład
  • Wyrównuje koloryt skóry
  • Ulepsza jakość makijażu
  • Naturalny efekt
  • Nie wchłania podkładu
  • Długa trwałość makijażu
Minusy:
  • Cena
Po podsumowaniu wszystkich plusów i minusów, których tak naprawdę nie ma, śmiało mogę powiedzieć, że bez zastanowienia byłabym w stanie odstawić pędzle i całkowicie przerzucić się na to różowe jajo. A czy Wy używaliście kiedyś BB? Jeśli tak, to co o nim sądzicie?
  

niedziela, 7 grudnia 2014

November Beauty Favourites

Listopad, czyli typowo jesienny miesiąc już za nami, a to oznacza, że nadszedł czas na wskazanie paru produktów, które w ciągu ubiegłych 30 dni najczęściej trafiały w moje ręce.


Na pierwszym miejscu w moim listopadowym rankingu znalazł się lakier Essie. Poszukiwałam odcieniu, który idealnie zgra się z jesienną aurą i jednocześnie będzie klasyczny i elegancki. Dress to kill spełnił moje wszystkie wymagania. Czerwony klasyk, czyli lakier zdecydowanie na każdą porę dnia i nocy. Jedna warstwa daje całkowite krycie, jednak dla pewności wolę nałożyć dodatkową extra. W  moim przypadku przetrwał on całkowicie 3 dni. Potem pojawiły się "ślady użytkowania". Wydaje mi się, że tak szybkie zdarcie lakieru jest efektem braku utwardzacza. Mimo to uważam, że jego zakup był strzałem w dziesiątkę. 

Pachnieć jak aniołki, czyli mgiełka Victoria's Secret Mango Temptation. Dostałam ją od mojej mamy i przypuszczam, że pochodzi z butiku VS w Amsterdamie. Przezroczysta buteleczka o pojemności 250ml jest wykonana z mocnego plastiku. Na środku widnieje złote logo marki a pod nim nazwa mgiełki. Jeśli chodzi o zapach, to jest on bardzo słodki. Producent opisuje go jako nektar z mango i ketmii. Utrzymuje się stosunkowo długo. Szczerze mówiąc, nadal jestem zaskoczona, że ten zapach naprawdę przypadł mi do gustu, bo zazwyczaj staram się unikać takich zapachów. No cóż, cieszę się, że w końcu coś w sobie przełamałam i tak bardzo polubiłam słodki, anielski zapach.


Następny produkt jest przeznaczony do pielęgnacji włosów. Od dłuższego czasu zmagam się z ich silnym wypadaniem i szczerze mówiąc nie wiem co jest tego przyczyną, bo mój stan zdrowotny jest na dobrym poziomie. W każdym razie, jakiś czas temu postanowiłam wybrać się do apteki i znaleźć coś, co pomoże mi zredukować utratę włosów. Wybrałam szampon Vichy, a dokładniej Dercos Technique. Buteleczka zawiera 200ml szamponu o dziwnym zapachu trochę przypominającym zioła, ale nie do końca. Na pierwszym miejscu składu znajduje się AQUA, a na drugim SLS czyli Sodium Laureth Sulfate. Mam bardzo wrażliwą skórę głowy, więc staram się unikać wszelkich silikonów, ale szampon nadal musi być szamponem i myć, więc no.. Jeśli chodzi o działanie to z ręką na sercu przyznaje, że naprawdę pomaga. Nie obciąża i nie wysusza skóry. Stosuję go od miesiąca i już widzę małe rezultaty. Na szczotce zostaje zdecydowanie mniej włosów. Poza tym stały się one mocniejsze i jak na razie nie pojawiły się jeszcze żadne rozdwojone końcówki. Oby tak dalej!

Teraz parę słów o głównej atrakcji notki, La Roche Posay. Od około miesiąca stosuje trzy produkty tej marki. Pierwszym z nich jest Effeclar Lotion Astrigente Micro-Exfoliante, czyli tonik zwężający pory i przeciwdziałający ich zatykaniu. Po miesiącu stosowania zauważyłam ogromną poprawę. Bardzo dobrze oczyszcza, łagodzi wszelkie podrażnienia. Poza tym nie wysusza i nie naciąga skóry co jest dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo w zapachu wyraźnie czuć alkohol. Najmniej przyjemniejszą rzeczą jest delikatne szczypanie w podrażnionych miejscach. Poza tym nie widzę żadnych innych minusów. Cena jest również całkiem przyzwoita jak na takie cudo. Drugim produkt to Effaclar A.I. Przyśpiesza on gojenie się wszelkich krostek, wyprysków i działa bakteriobójczo. Stosuje go punktowo, głównie na czole. Doskonale nadaje się pod podkład, nie powstają żadne "wałeczki".  Ma bardzo delikatny, przyjemny zapach. Po pierwszym tygodniu stosowania zauważyłam kolosalną różnicę. Śmiało mogę powiedzieć, że nareszcie znalazłam preparat na wypryski, który naprawdę działa! Ostatnią perełką jest fenomenalny Cicaplast. Krem przyśpiesza regenerację naskórka. Idealnie nadaje się do mojej wysuszonej skóry z tendencją do częstego pojawiania się krostek. Te trzy produkty na stałe zadomowiły się w mojej codziennej, porannej i wieczornej rutynie. Co do kremów, to stosuje je na zmianę- rano Effaclar A.I a wieczorem Cicaplast. 


Znacie moich ulubieńców? Jeśli tak, to co o nich sądzicie? Jakie produkty zostały Waszymi ulubieńcami listopada? Dajcie znać! :)

niedziela, 5 października 2014

September Beauty Favourites

Hej! Pierwsze tygodnie wielkiego powrotu mam już za sobą, i czuję, że nadszedł czas na urozmaicenie bloga.
Co miesiąc oglądam ulubieńców znanych blogerek. Sprawdzam, testuje, ale nigdy nie napisałam żadnego posta, recenzji o danym produkcie. Tym razem postanowiłam oderwać się od ciągłego nawijania o Niderlandach i przedstawić Wam parę kosmetyków, które namiętnie używałam przez ostatnie cztery tygodnie. Zapraszam!
Na pierwszym miejscu znalazło się moje antidotum na niedoskonałości. Clinique Anti-Blemish Solutions: 3 kroki. System pielęgnacji przeznaczony do skóry z problemami trądzikowymi. Zestaw zawiera piankę oczyszczającą, tonik matujący oraz krem nawilżający. Świetnie złuszcza martwy naskórek, oczyszcza i odblokowuje pory. Ideał! 


Następnymi ulubieńcami są dwa odcienie lakierów Essie , które podbiły moje serce. "Sugar Daddy" i "Go Ginza" obowiązkowo musiały pojawić się w moich ulubieńcach.


Sugar Daddy, delikatny róż, który nadaje paznokciom świeży i zadbany efekt. Podejrzewam, że równie dobrze sprawdzi się przy robieniu frencha. Idealny na co dzień do szkoły lub pracy. 
Essie Go Ginza, czyli moja nowa miłość. Naprawdę brakuje mi słów, by opisać perfekcję tego lakieru. Rozbielony fiolet, który przy mocnym naświetleniu wpada w delikatny, pudrowy róż. Dwie warstwy zapewnią idealne krycie. Rozwesela stroje w chłodne, jesienne dni. 


A teraz parę słów o czymś, co zmieniło moje podejście do makijażu. Real Techniques Core Collection- zestaw czterech pełnowymiarowych pędzli. Zestaw składa się z precyzyjnego pędzla do korektora/pomadki (detailer brush), pędzla do podkładu (pointed foundation brush), pędzla do pudru i podkładu mineralnego (buffing brush), pędzla do konturowania (countour brush) oraz etui 2 w 1, które chroni pędzle, gdy jest zamknięte lub może być postawione w pozycji pionowej. Długo zastanawiałam się nad ich kupnem, i po pewnym czasie trafiły w moje ręce. Przed wykonaniem pierwszego makijażu byłam święcie przekonana, że efekt będzie taki jak przy używaniu zwykłej gąbki do makijażu, która dotychczas gościła w mojej kosmetyczce. I tutaj wielka niespodzianka, bo różnica w efekcie końcowym jest diametralna. Makijaż wykonany za pomocą tych pędzli jest dokładniejszy, i przede wszystkim, wygląda naturalniej. Serdecznie polecam je wszystkim kobietkom, które poszukują dobrych pędzli na rozpoczęcie swojej makijażowej przygody.



Przyszedł czas na ostatniego ulubieńca: Jest to peach body scrub zakupiony w The Body Shop. Pachnie jak świeżo zerwane brzoskwinie, tak jak reszta produktów z kolekcji Vineyard Peach. 




W konsystencji ten peeling trochę przypomina niezwykle nawilżający krem. Zawiera dużo różnorodnych drobinek, przez co całkiem dobrze spisuje się w złuszczaniu martwego naskórka. Poza tym, pozostawia on prześliczny, świeży zapach na skórze, który utrzymuje się w miarę długo. Jedynym minusem jest mała wydajność, ponieważ prawie w ogóle się nie pieni. 


A jakie produkty znalazły się w Waszych ulubieńcach września? Znacie coś z moich faworytów? Jak się u Was sprawdziły? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!