Pokazywanie postów oznaczonych etykietą victoria's secret. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą victoria's secret. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 grudnia 2014

Co dostałam na Mikołajki?!

Dobry wieczór! Tak jak ostatnio obiecałam dodaję post o prezentach, które dostałam na Mikołajki. Miłej lektury!
No to może zacznę od najpiękniejszej rzeczy jaka tylko mogłaby mi się przytrafić. Piątego grudnia, czyli dzień przed Mikołajkami organizator koncertów Prestige MJM ogłosił, że mój ulubiony zespół Thirty Seconds To Mars znowu zagra koncert w Polsce. Nadal nie mogę w to uwierzyć, bo byłam święcie przekonana, że koncert który dali w Rybniku będzie ich ostatnim koncertem z tego albumu i że pewnie przez dłuższy czas ich już nie zobaczę. A tu bang, niespodzianka. Ósmego kwietnia 2015 roku wystąpią na Ergo Arenie Gdańsk w Sopocie i zgadnijcie kto tam będzie. JA!!!! To będzie mój czwarty koncert Marsów i jednocześnie drugi w Polsce. Radość która w tym momencie ze mnie tryska jest po prostu nie do opisania. Nie mogłam sobie wymarzyć piękniejszego prezentu Mikołajkowego. No dobrze, a teraz przejdźmy do bardziej materialnej części tego posta. W sobotę, 6 grudnia pierwszą rzeczą którą ujrzałam tuż po otworzeniu oczu był nieznany obiekt na mojej szafce nocnej. Okazało się, że jest to torebeczka z prezentami od św. Mikołaja! Gdy ją rozpakowałam ujrzałam 3 produkty znajdujące się na najwyższych pozycjach mojej listy must-have na najbliższe miesiące. Chyba rozumiecie co czułam gdy do mnie dotarło, że w jednej chwili dostałam trzy najbardziej chciane produkty. Pierwszym prezentem jest cudowny Beauty Blender w który od dawna chciałam zainwestować, ale za każdym razem coś mnie powstrzymywało. BB jest różową, innowacyjną gąbeczką w kształcie jajka do wykonywania nieskazitelnego makijażu. Dzięki niej makijaż wygląda naturalnie i utrzymuje się o wiele dłużej. Gąbka nie zawiera lateksu, jest hipoalergiczna, bezzapachowa i ponadto wielokrotnego użytku. Do tej pory używałam pędzli lub jednorazowych gąbek z drogerii, dlatego jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi. Co do trwałości Beauty Blendera, producent twierdzi, że może wytrwać nawet 6 miesięcy. Zobaczymy, czy rzeczywiście tak jest!



Drugim prezentem jest mgiełka Victoria's Secret! Aaa, jest cudowna! Kolejny anielski płyn do kolekcji. Jest to mgiełka Love Spell o zapachu sakury i brzoskwini. Z tego co wiem, to jeden z najpopularniejszych zapachów Victoria's Secret. Pojemność butelki to standardowo 200 ml. Tak jak już wcześniej wspominałam, przed pierwszym spotkaniem z mgiełkami VS nie przepadałam za słodkimi zapachami, jednak teraz moje zdanie kolosalnie się zmieniło. Pokochałam je do takiego stopnia, że najchętniej kupiłabym wszystkie! Szkoda, że w internecie nie ma przycisku "powąchaj"..



Trzecim i ostatnim prezentem jest podkład Bourjouis Healthy Mix, który był moim grudniowym must-have. Widziałam go na kanałach wielu vloggerek, bądź na blogach, poza tym ma bardzo dobre opinie na forach. Z tego co wyczytałam wynika, że gwarantuje bardzo dobre krycie. Bardzo mnie to cieszy, bo jego cena nie jest bardzo wysoka. Nigdy wcześniej nie stosowałam żadnych produktów kryjących tej marki. Jedyne co przewinęło się w moich rękach to cienie do oczu lub pomadki. Dostałam idealnie dobrany odcień, więc jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi.


Podsumowując: Tegoroczne Mikołajki oraz prezenty otrzymane od "Świętego Mikołaja", za które serdecznie dziękuję, są 100% strzałem w dziesiątkę. Nie mogę się doczekać testowania tych perełek. Oczywiście dam znać jak się sprawdziły. A co Wy znaleźliście pod swoimi poduszkami? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

niedziela, 7 grudnia 2014

November Beauty Favourites

Listopad, czyli typowo jesienny miesiąc już za nami, a to oznacza, że nadszedł czas na wskazanie paru produktów, które w ciągu ubiegłych 30 dni najczęściej trafiały w moje ręce.


Na pierwszym miejscu w moim listopadowym rankingu znalazł się lakier Essie. Poszukiwałam odcieniu, który idealnie zgra się z jesienną aurą i jednocześnie będzie klasyczny i elegancki. Dress to kill spełnił moje wszystkie wymagania. Czerwony klasyk, czyli lakier zdecydowanie na każdą porę dnia i nocy. Jedna warstwa daje całkowite krycie, jednak dla pewności wolę nałożyć dodatkową extra. W  moim przypadku przetrwał on całkowicie 3 dni. Potem pojawiły się "ślady użytkowania". Wydaje mi się, że tak szybkie zdarcie lakieru jest efektem braku utwardzacza. Mimo to uważam, że jego zakup był strzałem w dziesiątkę. 

Pachnieć jak aniołki, czyli mgiełka Victoria's Secret Mango Temptation. Dostałam ją od mojej mamy i przypuszczam, że pochodzi z butiku VS w Amsterdamie. Przezroczysta buteleczka o pojemności 250ml jest wykonana z mocnego plastiku. Na środku widnieje złote logo marki a pod nim nazwa mgiełki. Jeśli chodzi o zapach, to jest on bardzo słodki. Producent opisuje go jako nektar z mango i ketmii. Utrzymuje się stosunkowo długo. Szczerze mówiąc, nadal jestem zaskoczona, że ten zapach naprawdę przypadł mi do gustu, bo zazwyczaj staram się unikać takich zapachów. No cóż, cieszę się, że w końcu coś w sobie przełamałam i tak bardzo polubiłam słodki, anielski zapach.


Następny produkt jest przeznaczony do pielęgnacji włosów. Od dłuższego czasu zmagam się z ich silnym wypadaniem i szczerze mówiąc nie wiem co jest tego przyczyną, bo mój stan zdrowotny jest na dobrym poziomie. W każdym razie, jakiś czas temu postanowiłam wybrać się do apteki i znaleźć coś, co pomoże mi zredukować utratę włosów. Wybrałam szampon Vichy, a dokładniej Dercos Technique. Buteleczka zawiera 200ml szamponu o dziwnym zapachu trochę przypominającym zioła, ale nie do końca. Na pierwszym miejscu składu znajduje się AQUA, a na drugim SLS czyli Sodium Laureth Sulfate. Mam bardzo wrażliwą skórę głowy, więc staram się unikać wszelkich silikonów, ale szampon nadal musi być szamponem i myć, więc no.. Jeśli chodzi o działanie to z ręką na sercu przyznaje, że naprawdę pomaga. Nie obciąża i nie wysusza skóry. Stosuję go od miesiąca i już widzę małe rezultaty. Na szczotce zostaje zdecydowanie mniej włosów. Poza tym stały się one mocniejsze i jak na razie nie pojawiły się jeszcze żadne rozdwojone końcówki. Oby tak dalej!

Teraz parę słów o głównej atrakcji notki, La Roche Posay. Od około miesiąca stosuje trzy produkty tej marki. Pierwszym z nich jest Effeclar Lotion Astrigente Micro-Exfoliante, czyli tonik zwężający pory i przeciwdziałający ich zatykaniu. Po miesiącu stosowania zauważyłam ogromną poprawę. Bardzo dobrze oczyszcza, łagodzi wszelkie podrażnienia. Poza tym nie wysusza i nie naciąga skóry co jest dla mnie wielkim zaskoczeniem, bo w zapachu wyraźnie czuć alkohol. Najmniej przyjemniejszą rzeczą jest delikatne szczypanie w podrażnionych miejscach. Poza tym nie widzę żadnych innych minusów. Cena jest również całkiem przyzwoita jak na takie cudo. Drugim produkt to Effaclar A.I. Przyśpiesza on gojenie się wszelkich krostek, wyprysków i działa bakteriobójczo. Stosuje go punktowo, głównie na czole. Doskonale nadaje się pod podkład, nie powstają żadne "wałeczki".  Ma bardzo delikatny, przyjemny zapach. Po pierwszym tygodniu stosowania zauważyłam kolosalną różnicę. Śmiało mogę powiedzieć, że nareszcie znalazłam preparat na wypryski, który naprawdę działa! Ostatnią perełką jest fenomenalny Cicaplast. Krem przyśpiesza regenerację naskórka. Idealnie nadaje się do mojej wysuszonej skóry z tendencją do częstego pojawiania się krostek. Te trzy produkty na stałe zadomowiły się w mojej codziennej, porannej i wieczornej rutynie. Co do kremów, to stosuje je na zmianę- rano Effaclar A.I a wieczorem Cicaplast. 


Znacie moich ulubieńców? Jeśli tak, to co o nich sądzicie? Jakie produkty zostały Waszymi ulubieńcami listopada? Dajcie znać! :)