Hej! Pierwszy miesiąc szkoły już za nami, zaczyna się prawdziwa nauka, czyli kompletny brak wolnego czasu. Przez ten tydzień ani razu nie wyciągnęłam ręki w stronę laptopa i tym bardziej nie pomyślałam o napisaniu nowego posta. I'm sorry, I really am. W każdym razie, dzisiaj przychodzę do Was z kontynuacją serii "Back To School." W drugiej części pragnę zaprezentować Wam mój haul szkolny, czyli niezbędne artykuły szkolne do Holenderskiego liceum. Zapraszam do czytania!
Na powyższym zdjęciu widzicie tzw. overview produktów, które kupiłam.
Pierwszymi elementami haulu są zeszyty marki Oxford. 80- kartkowy blok w linię formatu A4 ze śnieżnobiałym, idealnie gładkim papierem. Kupiłam je w sklepie V&D, czyli w Holenderskim odpowiedniku Empiku. Promocyjna cena za 3 zeszyty to 7 euro.
Następnym punktem na mojej haulowej liście są zwykłe zeszyty A5. Do przedmiotów ścisłych używamy zeszytów w kratkę 1x1cm.
Natomiast do przedmiotów humanistycznych używamy zwykłych zeszytów w linie. Teraz coś niezwykłego: W Holenderskich zeszytach margines znajduje się na początku strony, a nie na końcu! Moim zdaniem jest to bardzo wygodne, ponieważ podczas pisania dłuższego tekstu nie musimy ciągle zmieniać linijki. Cena za pakiet 3 zeszytów zarówno w kratkę- jak i w linię wynosi coś ok. 3 euro.
Kalendarz: Zwykły kalendarz ze skromnym designem, pochodzi ze sklepu HEMA. Spełnia moje wszystkie wymogi (m.i rozmiar i dobrze zagospodarowane strony.) Jak na tak niską cenę, bo tylko 4 euro, sprawdza się znakomicie. :)
Poniżej widzicie dokładne daty rozpoczęcia i zakończenia wakacji, oraz daty ważnych dni takich jak np. Święta Bożego Narodzenia.
Bardzo ciekawym elementem jest ta plastikowa zakładka, która może również służyć jako linijka.
Kolejnym przedmiotem z moich szkolnych zakupów jest piórnik marki Eastpak. Model Eastpak Benchmark Sunday Grey zapinany na suwak. Bardzo pojemny i przede wszystkim poręczny. Kupiłam go w V&D, za bodajże 9 euro.
A teraz jego zawartość: Stwierdziłam, że pokaże Wam tylko te najważniejsze i zarazem najczęściej używane rzeczy. Zakreślacze Stabilo (dwa pozostałe kolory niestety gdzieś się zapodziały) czerwony długopis BIC, ołówek 2H Faber Castel, długopis, cienkopis, cyrkiel, korektor i ekierkę kupiłam w HEMA.
Następną zdobyczą jest snelhechter. Nigdy nie spotkałam się z tym w Polsce, dlatego trudno dobrać mi jakiekolwiek określenie do tego przedmiotu. W każdym razie, jest to coś pomiędzy teczką a plastikowym segregatorem do którego można dokupić kartki A4. Snelhechtery są naprawdę niezbędne, a że nauczyciele często zapominają o zwrocie, nigdy nie ma się ich za dużo. Te akurat kupiłam w V&D. Cena: 0,99ct za sztukę.
Ostatnim przedmiotem mojego szkolnego haulu jest zwykła, akrylowa teczka. Trzymam w niej prawie wszystkie kartki które dostaje na lekcjach, notatki, sprawdziany. Taka zwykła a zarazem bardzo przydatna rzecz. Kupiłam ją w HEMA za ok. 2 euro.
I tak oto doszliśmy do końca tego posta. Jeszcze raz bardzo przepraszam za zwłokę. Chęci do blogowania są i to ogromne, ale brak czasu mnie wykańcza! No nic, mam nadzieję, że niedługo wszystko się jakoś ustabilizuje i posty będą publikowane regularnie. Dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze. Każdy z nich wiele dla mnie znaczy. Tymczasem ja zmykam do pracy nad kolejną notką. Do zobaczenia wkrótce! :)














Zakreślacze to podstawa! =D
OdpowiedzUsuńZdecydowanie!
UsuńUwielbiam szkolne gadgety, i chyba tylko za to lubiłam wracać do szkoły !
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie Iwona
___
www.lardyka.blogspot.com
Super post,lubię takie:))
OdpowiedzUsuńWidać,że poświęciłaś dużo czasu na ten wpis-bardzo starannie wykonany.Super!:)
Zapraszam do wspólnej obserwacji <3
http://kajuusia.blogspot.com
Dziękuję bardzo! Z wielką chęcią Cię zaobserwuje :)
UsuńThanks for the comment :)
OdpowiedzUsuńI followed ya...do follow back
xoxo
Jak ja uwielbiałam kiedyś robić zakupy do szkoły! :)
OdpowiedzUsuńniezłe zakupki zrobiła do szkoły :) kolor teczki mnie urzekł :)
OdpowiedzUsuńNo w końcu kiedyś trzeba było haha. :) Na żywo jest jeszcze ładniejszy!
UsuńThank you! Followed :)
OdpowiedzUsuńTen fioletowy wynalazek zwie się po polsku "skoroszyt" i właściwie niczym nowatorskim nie jest, bo dostaniesz go w każdym przyblokowym papierniczym. O, i masz moją obserwację, bo bardzo tu u Ciebie ładnie.
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się twój blog :D obserwuje :)
OdpowiedzUsuń